Pasta migdałowa do oczyszczania twarzy



Odkopiemy dziś hit blogosfery z dawnych lat, czyli pastę migdałową do mycia twarzy - domową wersję słynnych roladek myjących Lush. Jest to delikatny "czyścik" do wrażliwej skóry, która źle reaguje na częsty kontakt z detergentami.

Jak zrobić własną pastę migdałową?

W wersji podstawowej potrzebujemy w zasadzie tylko młynka do kawy, migdałów i dowolnego oleju, który służy naszej skórze. Dokładnie mielimy migdały dodając powoli olej, aż całość stworzy gładką zbitą masę. Tak przygotowana pasta jest gotowa do użycia.
Komu mało, ten może dodać do niej wszystko, co sprawdza się na jego twarzy. Przekładamy wtedy pastę do miseczki i mieszamy z dowolnymi olejami i olejkami eterycznymi, glinkami (zieloną, czarną, ghassoul, każda się nadaje), półproduktami, kurkumą, spiruliną i innymi algami.
Ważne aby dodawać składniki powoli i kontrolować czy konsystencja jest odpowiednia.

Jak używać pasty migdałowej?

 

Odrywamy drobny kawałek, rozrabiamy na dłoni z odrobiną wody i nakładamy na zwilżoną twarz ruchem wciskającym – delikatnie uciskamy, wgniatamy ją w skórę. Można zostawić ją też na kilka minut jak maseczkę albo masować twarz wykonując przy tym delikatny peeling. Na koniec spłukujemy wodą.

Jak działa pasta migdałowa?

 

Zmywa drobne zanieczyszczenia i delikatnie peelinguje skórę. Pozostawia ją gładką i nie zaburza równowagi hydrolipidowej naskórka, ponieważ nie zawiera detergentów, które usuwają naszą naturalną warstwę ochronną.
Właściwości w dużej mierze zależą od składników, z którymi ją połączymy. Zmieszana z glinką zieloną lub kurkumą będzie świetna do przetłuszczającej się cery ze skłonnością do wyprysków, z kolei dodatek alg to prawdziwy zastrzyk minerałów, który pozostawi skórę świeżą i promienną.

Jak przechowywać pastę migdałową?

W zamkniętym pojemniczku, najlepiej w lodówce. Nigdy nie próbowałam takiej pasty konserwować i przetrzymywać dłużej niż tydzień. Najlepiej po prostu przygotowywać mniejsze porcje i zużywać je na bieżąco, aby mieć pewność, że nic się nie zepsuje.


Kto spróbuje?
Czytaj więcej »

Revalid - lek na wypadanie włosów


Revalid to linia produktów wzmacniających włosy, na którą składa się seria kosmetyków do pielęgnacji oraz kapsułki bogate w aminokwasy, witaminy i mikroelementy. Kapsułki Revalid zarejestrowane są jako lek, nie suplement diety, co odróżnia je od większości dostępnych produktów o podobnym przeznaczeniu.

SKŁAD:

  • DL-metionina 100 mg
  • L-cystyna 50 mg
  • wapnia D–pantotenian 50 mg
  • witamina B1 (tiaminy chlorowodorek) 1,5 mg
  • witamina B6 (pirydoksyny chlorowodorek) 10 mg
  • kwas p-aminobenzoesowy 20 mg
  • żelazo 2 mg
  • cynk 2,2 mg
  • miedź 0,5 mg
  • wyciąg z prosa 50 mg
  • wyciąg z kiełków pszenicy 50 mg
  • drożdże piwne 50 mg

Inne składniki leku: krzemionka koloidalna, żelatyna, indygokarmina (E 132), żółcień chinolinowa (E 104).

1 kapsułka odpowiada 0,035 jednostkom węglowodanowym (wartość kaloryczna 1 kapsułki wynosi 6,7 kJ /1,6 kcal)
1 kapsułka zawiera 1 mg glutenu  
Informacje o składzie pochodzą ze strony internetowej producenta. 

STOSOWANIE:


Kurację rozpoczęłam w pierwszych dniach października (2016), ze względu na dość silne wypadanie włosów w ostatnich tygodniach, a kontynuowałam ją przez pełne 3 miesiące. Według zaleceń producenta czas stosowania można wydłużyć, jeśli efekty nie zadowalają nas, natomiast nie należy go skracać.
Przez cały ten czas brałam po 1 kapsułce 3 razy dziennie, zwykle z posiłkami lub tuż przed snem, bo Revalid przyjmowany na pusty żołądek wywołuje u mnie nudności. Nie byłam regularna co do pory dnia i nocy, ze względu na tryb życia, jednak systematyczna, jeśli chodzi o dawkę. Nie zmieniałam w tym czasie kosmetyków do włosów ani nie stosowałam żadnych suplementów diety.

DZIAŁANIE:


W moim przypadku Revalid zadziałał świetnie. Zakończyłam kurację około tydzień temu i w chwili obecnej wypada może 1/3 włosów, w porównaniu do wypadania przed jego zastosowaniem.
W pierwszych dwóch miesiącach nie widziałam większych efektów, jedynie trochę nowych baby hair. Kontynuowałam stosowanie tylko ze względu na zalecenie producenta i faktycznie w trzecim miesiącu wypadanie znacznie się zmniejszyło. Nie mam tu sposobu na wiarygodne zmierzenie jak bardzo, poza obserwacją ile ich tracę podczas mycia. „Na oko” wypada zdecydowanie ponad połowę mniej włosów niż wcześniej. Wydaje mi się również, że włosy rosną troszkę szybciej, niestety te w innych miejscach na ciele też.

CENA:


40-60zł (zależnie od apteki) za opakowanie na miesiąc „standardowej” kuracji (90 kapsułek).

Obecnie zakończyłam stosowanie kapsułek Revalid. W najbliższych miesiacach będę obserwować jak włosy zareagują na ich odstawienie, czy zaczną znów wypadać (i po jakim czasie) czy może efekty utrzymają się. Bezpośrednio po kuracji jestem bardzo zadowolona z tego co udało mi się osiągnąć. Włosy mają się dużo lepiej i z czystym sumieniem mogę polecić Revalid do przetestowania każdemu, kto ma problem z ich nadmiernym wypadaniem.
Czytaj więcej »

Depilacja woskiem i pastą cukrową - rodzaje wosków


Czy jest na sali kobieta, która nigdy nie depilowała ani jednego kawałka swojego ciała? Usuwanie owłosienia ma swój udział w zachowaniu higieny (choć absolutnie nie decydujący) – jednak nie oszukujmy się - wszystkie robimy to głównie ze względów estetycznych. Do wyboru mamy szereg metod mechanicznych i chemicznych, które pozbawiają nas problemu na godziny, dni lub całe lata.

Numerem jeden polskiej depilacji jest sprawdzona maszynka. To po nią sięgamy na samym początku, jako nastolatki, a wiele z nas zostaje przy goleniu na długo, zanim zaczniemy eksperymentować. Maszynki są tanie, łatwe i szybkie w użyciu, nie wymagają specjalnej pielęgnacji skóry przed ani po zabiegu, nie uczulają. Niestety włos zgolony odrasta bardzo szybko i zwykle to właśnie ten dyskomfort przekonuje nas do przetestowania innych metod – czasami na własną rękę, a czasami w salonie kosmetycznym, gdzie wykorzystuje się zwykle wosk, rzadziej pastę cukrową.

Woski dzielimy na gorące, wymagające podgrzania w urządzeniu oraz zimne, dostępne w gotowych plastrach. Te drugie przeznaczone są do użytku domowego, możemy kupić je w każdej drogerii i nie wykorzystuje ich żaden szanujący się salon kosmetyczny – przede wszystkim dlatego, że są po prostu kiepskie. Zimny wosk nie przytwierdza się tak dobrze do włosów, jak gorący, a przez to nie wyrywa ich równie skutecznie.

Woski gorące przed użyciem podgrzewane są w aplikatorze z rolką lub w puszcze, z której pobiera się je za pomocą drewnianej szpatuły. Różnią się od siebie łatwością stosowania i sposobem zrywania ze skóry.

Jaki wosk wybrać?

Wosk gorący miękki w rolce 

Podgrzewany jest w specjalnym aplikatorze roll-on z wymiennymi wkładami z wbudowaną rolką, którą bezpośrednio nakładamy wosk na skórę. Jest on bardzo często stosowany zarówno w salonach kosmetycznych jak i w domu. Aplikacja polega na przeciągnięciu rolką po skórze zgodnie z kierunkiem wzrostu włosa, a następnie przyklejeniu specjalnego paska, którym później zrywamy wosk.

Zalety:

      • łatwa aplikacja niewymagająca większych zdolności manualnych;
      • aplikator nakłada cienką warstwę wosku, więc nie ma ryzyka, że nałożymy zbyt dużo produktu;
      • szybko możemy rozprowadzić wosk na dużej powierzchni skóry, co przyspiesza cały zabieg depilacji.
Wady:
      • rolka stawia pewien opór, przez co musimy ją docisnąć do ciała – to może być bolesne w miejscach, gdzie kości znajdują się dość płytko pod skórą (np. kości piszczelowe, kolana). Taki wosk nie nadaje się do depilacji twarzy;
      • podczas aplikacji skóra naciąga się, co przy regularnym stosowaniu może negatywnie wpływać na jej elastyczność;
      • rolki są dość szerokie, a przez to mało precyzyjne przy aplikacji wosku w miejscach trudnodostępnych lub na małych fragmentach ciała (pachy, okolice bikini), choć ten problem można rozwiązać przez zakup specjalnych, wąskich rolek.
Osobiście uważam, że w przypadku aplikatorów roll-on wady przeważają nad zaletami. Z reguły unikam stosowania ich i jeśli mam wybór, stawiam na:

Wosk gorący miękki w puszce 

Po roztopieniu nakładamy go na skórę za pomocą drewnianej szpatułki, obracając nią cały czas, aby nie spłynął. Krawędzią szpatuły rozciągamy go cienką warstwą po jak największej powierzchni, a następnia dociskamy pasek fizelinowy i zrywamy po chwili. Taki wosk możemy nakładać bardzo precyzyjnie nawet na niewielkie powierzchnie skóry, aby wydepilować dowolną część ciała jak okolice bikini, wąsik czy łuk brwiowy. Aplikacja zajmuje jednak nieco więcej czasu, szczególnie przy dużych powierzchniach, jak nogi. Szybka depilacja jest oczywiście możliwa ale wymaga dużo więcej wprawy.

Zalety:
      • precyzja;
      • aplikacja niewymagająca nacisku ani naciągania skóry.
Wady:
      • aplikacja jest czasochłonna, jeśli nie mamy wprawy w stosowaniu;
      • możliwe jest nałożenie zbyt grubej warstwy wosku, co utrudnia później zrywanie paska;
      • większe ryzyko przypadkowego ubrudzenia się, wosk jest płynny i ścieka ze szpatułki.

Wosk gorący twardy 

Podgrzewanie i aplikacja przebiega tak samo jak w przypadku wosku miękkiego w puszce, z tą różnicą, że do depilacji nie potrzebujemy pasków. Taki wosk nakładamy grubszą warstwą, szczególnie przy krawędziach, co ułatwia usunięcie go. Po zastygnięciu podważamy delikatnie brzeg masy i zrywamy.

Zalety:
      • nie wymaga używania pasków fizelinowych, które musimy docisnąć do skóry przy depilacji woskiem miękkim, dzięki czemu wosk twardy nadaje się do stosowania na najbardziej delikatne partie ciała;
      • łatwiej jest usunąć ewentualne zabrudzenia.
Wady:
      • położony cienką warstwą lub pozostawiony zbyt długo może się pokruszyć zamiast zerwać jednym płatem.


Pasta cukrowa 

Pastę cukrową możemy przygotować samodzielnie z kilku składników lub kupić już gotową, Odpowiednio gęsta zrywa się ze skóry jak wosk twardy, a płynnej używamy razem z paskami fizelinowymi. Podstawowa różnica między pastą a woskami tkwi w kierunku nakładania i zrywania jej. Z pastą cukrową postępujemy odwrotnie niż z woskiem – nakładamy pod włos, a zrywamy w kierunku jego wzrostu. Taka jest przyjęta zasada jej stosowania. Ja pastę zrywałam we wszystkich możliwych kierunkach – moim zdaniem nie ma to większego znaczenia.

Zalety:
      • można ją przygotować samodzielnie z tanich składników, nie wymaga zakupu urządzenia;
      • bardzo małe ryzyko uczuleń (skład: cukier, woda, sok z cytryny, sól (opcjonalnie));
      • można ją dosyć precyzyjnie nakładać, również na małe powierzchnie.
Wady:
      • samodzielne przygotowanie pasty jest tylko pozornie proste. Potrzeba wprawy zanim wyjdzie taka jak trzeba – odpowiednio gęsta i lepka;
      • po kilku użyciach jednej porcji rozgrzewa się i nie da się jej zerwać. Tu też potrzeba wyczucia kiedy robi się zbyt płynna, to przychodzi z czasem.



Który wosk najlepiej usuwa włosy?
Moim zdaniem wszystkie stosowane umiejętnie są równie skuteczne. Jeśli depilujemy się same, na początek polecam wosk twardy lub pastę cukrową ze względu na trochę mniejsze ryzyko zrobienia sobie krwiaków na skórze przy nieprawidłowym zrywaniu.
W gabinetach zaufajcie kosmetyczkom – one wiedzą co im idzie najsprawniej. Jedyny wyjątek – nie pozwalajcie regulować sobie łuków brwiowych woskiem. Wiem, że to szybka i dokładna metoda, ale skóra wokół oczu jest zbyt delikatna, nie należy jej naciągać i podrażniać w taki sposób. Z czasem odpłaci się większymi zmarszczkami za złe traktowanie :)
Czytaj więcej »

Wszystko o body wrapping



Body wrapping jest zabiegiem wokół którego narosło wiele mitów. Nazywany wyszczuplającym i detoksykującym, w wyobraźni wielu kobiet fukcjonuje jako cudowny sposób na redukcję zbędnych kilogramów. Choć tak przerysowane obrazy wprowadzają w błąd i budują nadzieję na osiągniecie nierealnych efektów, to jego działanie kosmetyczne jest niezastąpione.

Co to jest body wrapping?


Jest to nic innego, jak owinięcie folią części ciała, na które chcemy zadziałać. Zwykle są to nogi, pośladki i brzuch, rzadziej decydujemy się na ramiona. Body wrapping znajduje się w ofercie wielu salonów kosmetycznych, jednak z powodzeniem możemy wykonać go samodzielnie w domu.

Zabieg zaczynamy od wykonania dokładnego peelingu. Tak przygotowaną skórę smarujemy serum przeznaczonym do body wrappingu, a jeśli nie dysponujemy takim kosmetykiem możemy wykorzystać nasz 'zwykły' balsam do ciała. Unikajmy jednak silnie rozgrzewających kremów antycellulitowych, ponieważ już samo owinięcie ciała podniesie jego temperaturę wystarczająco, a przegrzanie spowoduje jedynie rumień i możliwe trwałe rozszerzenie naczynek, a nie zwiększy efektów, na które liczymy.

Body wrapping działa na dwóch płaszczyznach. Szczelne owinięcie folią powoduje wzrost temperatury ciała, delikatne rozszerzenie naczyń krwionośnych, dzięki czemu skóra lepiej przyjmuje składniki użytego kremu, a krążąca krew odżywia ją od wewnątrz. Jednocześnie delikatny ucisk foli powoduje drenaż limfatyczny usprawniający krążenie.

Jak zawijać folię? Jest kilka zasad – przede wszystkim każdy zabieg, który działa na zasadzie drenażu zaczynamy od lewej strony ciała, kierując się od najbardziej odległych jego części do serca. Jeśli wykonujemy body wrapping na dolnych partiach, zaczynamy od stopy/kostki lewej nogi i owijamy dokładnie całą aż do bioder – tutaj przecinamy folię i tak samo zaczynamy owijanie nogi prawej - od dołu do góry. Dopiero z bioder możemy przejść na brzuch.
Ucisk nie powinien być zbyt silny, chodzi nam jedynie o szczelne owinięcie ciała, bez zaciskania folii. Pamiętajmy, że chcemy jedynie lekko przepchnąć limfę, a nie całkowicie odciąć sobie krążenie w kończynach.

Tak owinięte leżymy przez 20-40 minut. Początkowo da się odczuć delikatne ciepło, po kilku minutach dość silne rozgrzanie. Jeśli skóra zacznie was mocno piec, poczujecie dyskomfort i niepokój, że coś jest nie tak, zdejmijcie folię od razu, nie przetrzymujcie na siłę. Nie trzymajcie jej również przez kilka godzin licząc na lepszy efekt. Rozgrzana skóra wydziela pot, który nie jest w stanie odparować spod folii. Pozostawienie jej tak przez długi czas stworzy idealne warunki do rozwoju bakterii i grzybów.

Jakie efekty daje body wrapping?


Naprawdę jest w stanie zmiejszyć obwody ciała nawet o 2-3cm i ujędrnić skórę już po jednym zabiegu. Dzieje się tak, ponieważ pod wpływem zwiększonego krążenia i temperatury organizm usuwa część wody. Efekt jest natychmiastowy, ale też nietrwały.
Body wrapping jest przede wszystkim zabiegiem koktajlowym, o czym się zazwyczaj nie mówi. Idealny w czasie przygotowań do wielkiego wyjścia, kiedy chcemy wyglądać rewelacyjnie w skąpej sukience. Może błyskawicznie poprawić wygląd skóry i sprawić, że będzie bardziej napięta, a cellulit mniej widoczny (on tam nadal jest, dziewczyny).

Czy to prawda, że body wrapping odchudza i oczyszcza organizm z toksyn?


Nie. Nawet systematyczne powtarzanie zabiegu nie będzie zmniejszać obwodów w nieskończoność, ponieważ nie wpływa on w żaden sposób na ilość tkanki tłuszczowej, a jedynie na ilość wody. Regularnie wykonywany pomoże utrzymać jędrność skóry, jednak należy go traktować jedynie jako zabieg wspomagający, którym można uzupełnić codzienną pielęgnację i zdrowy tryb życia. Nie jest to absolutnie sposób na odchudzanie.

Komu polecam body wrapping, a kto nie powinien go wykonywać?


Body wrapping nie powinien być stosowany przede wszystkim u osób:

  • z aktywnym stanem zapalnym – od tych przewlekłych, po zwykłą gorączkę, ponieważ dodatkowe podniesienie temperatury ciała może taki stan zaostrzyć;
  • cierpiące na jakiekolwiek problemy z układem krążenia – żylaki, wszelkie choroby serca, zmiany zakrzepowe i miażdzycowe, nadciśnienie itp. dla których niepolecane są zarówno uciski, jak i rozgrzewanie ciała;
  • mające problemy z nerkami czy układem wydalniczym w ogóle, ponieważ body wrapping stymuluje usuwanie wody, a przez to wymusza na nim „pracę na wyższych obrotach”;
  • o skórze naczynkowej, skłonnej do powstawania tzw „pajączków” i siniaków
  • podczas miesiączki
  • w ciąży
  • cierpiące na inne choroby przewlekłe, nowotwory itp.

Body wrapping polecam osobom o zwiotczałej skórze z widocznym cellulitem, jako zabieg koktajlowy przed wyjściem, na którym chcemy wyglądać jak najlepiej. Stosowany regularnie pomaga w utrzymaniu jędrności skóry, przez co może być pomocny w czasie redukcji masy ciała, jednak nie wpłynie bezpośrednio na spalanie tkanki tłuszczowej. Efekty potrafią zachwycić pod warunkiem, że zrozumiemy zasadę działania i mamy realistyczne wyobrażenie tego, co możemy takim zabiegiem osiągnąć.
Czytaj więcej »

Nawilżenie skóry – teoria od podstaw, czyli TEWL, NMF, cement międzykomórkowy i płaszcz hydrolipidowy


Jednym z najważniejszych zadań w prawidłowej pielęgnacji skóry jest utrzymanie jej nawilżenia na odpowiednim poziomie. Wychodząc z założenia, że podstawą do rozwiązania problemu jest jego zrozumienie, zacznijmy od wyjaśnienia samego procesu utraty wody.

Jak to się dzieje, że nasza skóra przesusza się?

Mechanizm jest prosty – woda porusza się po naszej skórze zgodnie z gradientem stężeń, czyli z warstw silnie uwodnionych przenika tam, gdzie środowisko jest bardziej suche – czyli do naskórka. Tym sposobem woda z głębokich warstw skóry stopniowo wędruje ku powierzchni, gdzie odparowuje do otoczenia. Taka ucieczka nazywa się transepidermalną utratą wody, w skrócie TEWL (Transepidermal Water Loss) i jest absolutnie naturalnym procesem fizjologicznym wszystkich żywych organizmów. Problem pojawia się w momencie, gdy TEWL osiąga zbyt wysoką wartość.

Jak więc skóra spowalnia ucieczkę wody?

Nasza naturalna bariera działa w dwóch płaszczyznach – pewne substancje chemiczne wiążą wodę, „przytrzymując” ją wewnątrz, a inne mechanicznie blokują jej przenikanie ku powierzchni. Za wiązanie wody odpowiada przede wszystkim naturalny czynnik nawilżający, czyli NMF (Natural Moisturizing Factor) – mieszanina substancji znajdująca się wewnątrz komórek naskórka, złożona z aminokwasów, soli kwasu piroglutaminowego i mlekowego, wolnych jonów, mocznika, mukopolisacharydów oraz wielu innych składników w mniejszej ilości. Jego właściwości pozwalają na przyciąganie cząsteczek wody i zatrzymywanie jej w komórkach.
Przestrzenie między tymi komórkami wypełnione są tzw. cementem międzykomórkowym, który spaja je ze sobą, zapewniając szczelność wierzchniej warstwy naskórka i stanowiąc jednocześnie kolejną przeszkodę dla uciekającej wody. W skład cementu międzykomórkowego wchodzą przede wszystkim ceramidy, sterole (m.in. cholesterol), wolne kwasy tłuszczowe i węglowodory, a on sam ma specyficzną warstwową budowę, będącą wynikiem oddziaływań polarnych między jego komponentami.
Tak zbudowany naskórek pokryty jest dodatkowo płaszczem hydrolipidowym, czyli mieszaniną wydzielin naszych gruczołów – łoju i potu, a dokładniej wolnych kwasów tłuszczowych, steroli (w tym cholesterolu), węglowodorów (m.in. skwalenu), wolnych aminokwasów, kwasu mlekowego oraz wielu innych związków, pomieszanych z cementem międzykomórkowym i NMF, które pozostały po złuszczeniu poprzednich warstw komórek. Całość tworzy emulsję W/O - woda w oleju, gdzie to olej stanowi większość. Dokładnie taką samą emulsją są wszystkie tłuste kremy.

Znamy więc komórki naskórka (korneocyty) wypełnione NMF, połączone cementem międzykomórkowym i pokryte płaszczem hydrolipidowym (wodno-lipidowym).

Jak ta teoretyczna wiedza pomaga nam w pielęgnacji skóry?

To proste - znając elementy odpowiedzialne za utrzymanie nawilżenia oraz ich przybliżony skład chemiczny, możemy dobierać kosmetyki tak, aby dostarczać skórze substancje wspomagające wszystkie trzy bariery powstrzymujące ucieczkę wody.

O czym warto pamiętać?

Skóra jest bardzo skomplikowanym narządem, w którym nieprzerwanie zachodzą setki reakcji regulujących przenikanie substancji do wewnątrz organizmu oraz ich wydalanie na zewnątrz. W ogromnym skrócie opisałam budowę jedynie warstwy rogowej, a przecież pod nią znajdują się jeszcze kolejno warstwy jasna, ziarnista, kolczysta i podstawna. Dopiero te pięć warstw tworzy łącznie nasz naskórek. Skóra właściwa znajduje się jeszcze głębiej pod nimi. Pielęgnacja od zewnątrz jest absolutną podstawą i koniecznością, jeżeli zależy nam na utrzymaniu skóry w dobrej kondycji, jednak nie łudźmy się, że jakikolwiek kosmetyk przeniknie przez tak skomplikowany twór. Składniki preparatów, które możemy kupić są w stanie dotrzeć jedynie do kilku poziomów komórek warstwy rogowej, nie głębiej, a większość z nich i tak pozostaje jedynie na powierzchni. Nie oznacza to, że takie kosmetyki są bezużyteczne, wręcz przeciwnie – mając wiedzę na temat mechanizmu ich działania możemy bardzo poprawić stan naszej cery. Pamiętajmy jednak, aby do chwytliwych haseł reklamowych i zapewnień producentów, podchodzić z odpowiednią dozą sceptycyzmu. Pielęgnacją możemy zdziałać wiele, pod jednym warunkiem – działajmy świadomie.




Czytaj więcej »